Nitter wraca po C&D. Projekt idzie dalej, flagowiec jeszcze nie

blackweb.pl 4 min

Dwa tygodnie temu pisałem o zamknięciu Nittera i XCancel. Wyglądało to na koniec publicznego frontendu do X: pisma z 24 sierpnia, wyłączone instancje, zarchiwizowane repozytorium, komunikat o szukaniu pomocy prawnej. 7 września na nitter.net pojawiła się inna nota. Dwie linie, bez szczegółów: po poradzie prawnej projekt będzie kontynuowany, ta instancja i inne wrócą wkrótce.

Nie ma wyroku. Nie ma też wycofania pism przez X. Jest decyzja maintainera i kilka faktów, które da się sprawdzić bez czekania na obiecaną pełniejszą zapowiedź. Dla Google i dla czytelników, którzy weszli na poprzedni tekst hasłem „nitter”, ten sequel jest ważniejszy niż kolejny nekrolog: projekt nie umarł w archiwum GitHuba.

Co już widać, a nie tylko obiecano

XCancel, największa znana publiczna instancja na kodzie Nittera, znów serwowała strony. Repozytorium na GitHubie wyszło z trybu archiwum: da się je czytać i klonować, README powtarza komunikat ze strony. Sam nitter.net nadal nie wrócił do normalnej obsługi czytelników. Sytuacja jest więc mieszana: projekt mówi „idziemy dalej”, kod jest żywy, jedna duża instancja działa, flagowiec stoi.

The Register i The Next Web potwierdzają ten obraz. X na pytania o komentarz nie odpowiedziało. Maintainer (zedeus) zapowiedział szersze wyjaśnienie w ciągu tygodnia. Do momentu pisania tego tekstu pełnej wersji historii prawnej nie ma.

Cease and desist nadal jest tylko żądaniem

W sierpniu powtarzałem: pismo C&D to żądanie jednej strony, nie orzeczenie sądu. Nic się w tej definicji nie zmieniło. Ktoś najwyraźniej powiedział zedeusowi, że twierdzenia X wyglądają słabiej, niż brzmiały w liście. Co dokładnie usłyszał, nie wiemy. Nie warto zgadywać.

Wokół scrapingu i czytania publicznych stron w USA pojawiały się ostatnio wyroki i inwestycje przychylne firmom zbierającym dane z otwartej sieci. To kontekst pogodowy, nie wyrok w sprawie Nittera. AGPL też nie znika dlatego, że ktoś napisał list: kopie już rozdane zostają na licencji, a żądanie skierowane w repozytorium rzadko kasuje oprogramowanie z dysków ludzi, którzy je już mają.

Asymetria zostaje. Po jednej stronie spółka z budżetem na kancelarie. Po drugiej maintainer z nickiem, kanałem Matrix i stroną donacji. List nie musi mieć racji, żeby przez dwa tygodnie wyłączyć usługę. Wystarczy niepewny rachunek kosztów.

Frontendy żyją, dopóki żyje dostęp do źródła

Techniczna zależność się nie zmieniła. Nitter nadal nie trzyma tweetów w sobie. Składa stronę z danych pobranych z infrastruktury X, przez mechanizmy, których X nie obiecuje utrzymywać. Publiczna instancja znów jest celem: domena, hosting, limity sesji, kolejne pismo. Prywatny serwer dla kilku osób to inny rachunek niż serwis dla obcych.

Dlatego nie wracam do listy adresów. W poprzednim tekście celowo jej nie dawałem. Dziś też nie. Fakt, że XCancel znów odpowiada, jest informacją o stanie sporu, nie zaproszeniem do zakładki „bezpieczny Twitter”. Kto potrzebuje czytać publiczne konta instytucji bez konta na X, i tak wie, jak sprawdzić, czy jego dotychczasowy adres żyje.

Instytucje, redakcje i CSIRT-y nadal publikują na X. Czytanie ich bez konta u właściciela platformy zostaje problemem praktycznym, nie ideologicznym. Nitter był jedną z odpowiedzi. Jeśli projekt naprawdę wróci z wyjaśnieniem prawnym i działającym flagowcem, wrócimy do oceny trwałości. Na dziś mamy sygnał, nie zamknięcie sprawy.

Co zostało nierozwiązane

Bardzo dużo. Obiecane wyjaśnienie prawne jeszcze nie padło. X milczy i zachowuje wszystkie opcje, w tym pozew. Flagowiec nitter.net nie wrócił. Operatorzy innych instancji nadal muszą sami ocenić ryzyko. Kod wrócił z archiwum. Usługa dla przeciętnego czytelnika wróciła tylko częściowo.

Dwa tygodnie temu nekrolog wyglądał na bezpieczny. Był przedwczesny. Spór nie jest wygrany. Frontend do publicznej treści na zamkniętej platformie znów walczy o prawo do istnienia, a nie tylko o kolejne obejście API.

Źródła

Powiązane

← Archiwum