Nitter i XCancel zamknięte po żądaniu X Corp.
24 sierpnia 2026 X Corp. wysłała pisma z żądaniem zaprzestania działalności do operatorów Nittera i XCancel. Dzień później nitter.net przestał działać. XCancel również wyłączył publiczną instancję. 26 sierpnia repozytorium Nittera zostało zarchiwizowane przez właściciela i przeszło w tryb tylko do odczytu.
Kod nadal leży na GitHubie. Nie ma wyroku sądu ani publicznego pozwu, który zamykałby projekt. Jest za to martwa usługa, zatrzymany rozwój i krótki komunikat o szukaniu pomocy prawnej.
X nie usunął Nittera z internetu jednym poleceniem. Uderzył w ludzi, którzy utrzymywali miejsca, gdzie z tego kodu dało się normalnie korzystać. Efekt dla czytelnika jest taki sam jak po skasowaniu programu: wpisanie znanego adresu kończy się komunikatem o wyłączeniu.
Dwie nazwy, jedna infrastruktura
Nitter był otwartym oprogramowaniem do przeglądania publicznych treści z Twittera, później X. XCancel nie był konkurencyjnym projektem. Był jedną z publicznych instancji Nittera, czyli serwerem uruchomionym przez osobnego operatora.
Dla użytkownika różnica nie miała większego znaczenia. Wklejał link albo nazwę profilu i dostawał prostą stronę bez reklam, skryptów śledzących oraz monitu o założenie konta. Dało się czytać wątki i korzystać z kanałów RSS. Witryna była lekka, działała bez JavaScriptu i nie wysyłała przeglądarki prosto do X.
Po stronie technicznej różnica była zasadnicza. Kod Nittera można skopiować, ale każda działająca instancja nadal musiała pobrać dane z infrastruktury X. Według opisu projektu robiła to przez nieoficjalne API. Serwer Nittera stał pomiędzy użytkownikiem a platformą: przyjmował żądanie, pobierał treść i składał własną stronę.
Taka konstrukcja dawała wygodę i trochę prywatności. X nie dostawał bezpośrednio adresu IP czy odcisku przeglądarki czytelnika. Nie znaczy to jednak, że ruch stawał się anonimowy. Operator instancji widział zapytania do swojego serwera, a X widział ruch wychodzący z instancji i używane przez nią sesje. Zamiast jednego połączenia pojawiał się pośrednik, któremu też trzeba było zaufać.
Projekt, który już raz przestał działać
Problemy Nittera nie zaczęły się od pisma prawników. Publiczne instancje traciły dostęp do danych już wcześniej. Na początku 2024 X wyłączył konta gościnne, na których opierała się ówczesna metoda pobierania treści. W repozytorium projektu zapisano wtedy wprost, że Nitter w dotychczasowej formie jest martwy.
Projekt wrócił. W lutym 2025 autor poinformował, że nitter.net znów działa dzięki zastępczemu mechanizmowi uwierzytelniania. Jednocześnie ostrzegł, że utrzymanie dużej publicznej instancji jest trudne i kosztowne. Prywatny serwer dla kilku osób to jedna sprawa. Serwis obsługujący obcych użytkowników musi mieć zapas działających sesji, adresów IP, transferu i czasu administratora.
To tłumaczy, dlaczego lista instancji nigdy nie była siecią równych, niezależnych węzłów. Adresów mogło być wiele, lecz wszystkie próbowały czytać z jednego źródła. Jeśli źródło zmieniało sposób logowania, ograniczało ruch albo blokowało sesje, awaria rozchodziła się po całej liście.
Nitter przetrwał techniczne blokady przez kilka lat. Pismo prawne zmieniło rachunek. Można napisać kolejne obejście, ale znacznie trudniej przekonać ochotnika, żeby publicznie podał domenę, płacił za serwer i odpowiadał na korespondencję kancelarii dużej spółki.
Publiczna instancja ma właściciela domeny, dostawcę hostingu i rachunki. Musi być widoczna, bo inaczej nikt z niej nie skorzysta. Ta widoczność ułatwia również znalezienie operatora. Otwarty kod rozprasza pracę nad oprogramowaniem, lecz nie usuwa odpowiedzialności osoby, która uruchamia usługę pod konkretnym adresem.
Takie pismo działa jeszcze przed pierwszą rozprawą. Administrator musi zdecydować, czy ma pieniądze i czas na spór, którego końca nie zna. Wyłączenie serwera nie potwierdza racji nadawcy. Potwierdza tylko, że koszt dalszego działania stał się zbyt duży albo zbyt niepewny.
Trzy dni w sierpniu
Na stronie nitter.net widnieje informacja, że X Corp. wysłała 24 sierpnia pisma żądające trwałego wyłączenia instancji Nittera oraz repozytorium projektu. Autor wyłączył serwis i wstrzymał prace, zaznaczając, że szuka porady prawnej. Komunikat podpisał 25 sierpnia.
Operator XCancel podał trochę inny szczegół: wiadomość miał otrzymać 24 sierpnia około godziny 20 czasu wschodniego w USA. Instancję zatrzymał “do odwołania” i również napisał o konsultacji prawnej.
Dzień później repozytorium Nittera dostało krótką notę o żądaniu X Corp. 26 sierpnia właściciel je zarchiwizował. Historia commitów dobrze pokazuje nagłość tej decyzji. Jeszcze 22 i 24 sierpnia pojawiały się zwykłe zmiany w kodzie. Potem aktualizacja komunikatu prawnego i cisza.
Same pisma nie zostały opublikowane. Nie wiadomo więc, jakie dokładnie roszczenia przedstawiła spółka ani jak odpowiedzieli operatorzy. Nie ma też podstaw, żeby pisać o sądowym zakazie. Cease and desist jest żądaniem jednej strony, nie orzeczeniem.
Można natomiast zestawić sytuację z opublikowanym regulaminem X. Wersja obowiązująca od 10 kwietnia 2026 zabrania automatycznego dostępu i zbierania danych poza udostępnionymi interfejsami, chyba że X wyrazi na to zgodę. Nitter sam opisywał swój mechanizm jako korzystanie z nieoficjalnego API. To kontekst, nie dowód na treść nieujawnionych pism.
Otwarty kod nie otwiera źródła danych
Archiwum GitHuba można dziś sklonować. Licencja AGPL nie wyparowała, a wcześniejsze forki nadal istnieją. Na papierze projekt da się więc wznowić pod inną nazwą.
Tylko że repozytorium nie zawiera tweetów. Zawiera program, który musi po nie sięgnąć do serwerów kontrolowanych przez X. Nowy operator zaczyna z tym samym zestawem problemów: mechanizmem logowania, limitami zapytań, blokowaniem adresów i ryzykiem kolejnego pisma.
Tu kończy się wygodna opowieść o decentralizacji. Warstwa prezentacji była otwarta, ale dane i dostęp do nich pozostały w jednym miejscu. Sto forków klienta nie zmienia właściciela serwera po drugiej stronie.
X nie musi szukać każdego prywatnego wdrożenia. Wystarczy, że publiczne instancje będą niestabilne, szybko blokowane albo zbyt ryzykowne dla administratorów. Kod przeżyje, lecz zwykły czytelnik nie będzie miał gdzie go użyć. To różnica między przetrwaniem projektu a przetrwaniem usługi.
Co naprawdę znika razem z Nitterem
Najprostsza odpowiedź brzmi: wygodna strona do czytania X bez konta. Byłoby jednak szkoda zatrzymać się na wyglądzie.
Nitter oddzielał publikację od interfejsu właściciela platformy. Pozwalał podać czysty link, pobrać RSS i otworzyć publiczny wpis na urządzeniu, które nie radziło sobie z ciężką aplikacją. Ułatwiał obserwowanie kont bez tworzenia kolejnego profilu. Dla dziennikarza, badacza albo administratora śledzącego komunikaty bezpieczeństwa była to zwyczajnie użyteczna warstwa dostępu.
RSS zasługuje tu na osobne zdanie. Zamiast otwierać algorytmiczny feed, można było zasubskrybować wybrane konto w zwykłym czytniku i dostać wpis w kolejności publikacji. Nitter nie decydował, co ma wzbudzić reakcję i zatrzymać użytkownika na stronie. Po zamknięciu instancji znikają również takie kanały. Adresy wpisane w czytnik przestają się odświeżać, choć obserwowane profile nadal publikują.
Po jej usunięciu publiczna wypowiedź nadal może być widoczna w sieci, ale warunki lektury ustala jedna firma. Może wymagać logowania, uruchomienia skryptów, zaakceptowania śledzenia lub korzystania z jej aplikacji. Słowo “publiczne” opisuje wtedy treść, nie swobodę dostępu do niej.
Nie warto też robić z Nittera narzędzia, którym nie był. Nie zapewniał niewykrywalności i nie gwarantował ciągłości archiwum. Zależał od pracy małej grupy ludzi oraz od interfejsów, których nie kontrolował. Jego zaleta była skromniejsza: pozwalał przeczytać publiczny materiał bez bezpośredniego wejścia w system reklamowy i pomiarowy X.
Bez listy następców
W sieci zapewne pojawią się kolejne domeny, forki i tymczasowe proxy. Nie podaję ich tutaj. Lista byłaby nieaktualna szybciej niż ten tekst, a wskazanie działającej publicznej instancji kierowałoby na nią dodatkowy ruch i uwagę.
Historia Nittera podpowiada zresztą, że zmiana domeny nie rozwiązuje głównego problemu. Można przenieść kod i postawić nowy serwer. Nie można w ten sposób przenieść danych X ani zagwarantować dostępu do nich.
Na stronie projektu zostało podziękowanie za siedem lat działania. Na XCancel za dwa. Repozytorium kończy się aktywnością z sierpnia, nie porzuconym kodem sprzed kilku sezonów. Dalsze prowadzenie publicznej usługi przestało być dla operatorów rozsądnym ryzykiem.
Na dziś kod można przeczytać i skopiować. nitter.net oraz XCancel pozostają wyłączone, a rozwój projektu jest zatrzymany.