Bitcoin nie jest anonimowy. Łańcuch, giełdy i śledzenie transakcji

blackweb.pl 4 min

Ludzie nadal powtarzają, że bitcoin jest anonimowy. Mylą dwie rzeczy: brak nazwiska na adresie z brakiem śladu. Łańcuch Bitcoina jest publiczny. Każda transakcja leży na widoku. Pseudonimowość istnieje, dopóki ktoś nie połączy adresu z tożsamością. Potem historia wraca wstecz jak taśma.

Nie piszę tu, jak mieszać monety ani jak „czyścić” środki. Piszę, co widać z zewnątrz i dlaczego śledztwa z ostatniej dekady tak często kończą się na giełdzie, a nie na magii kryptografii.

Publiczna księga

Bitcoin nie chowa sald. Eksplorery bloków pokazują adresy, kwoty, czas, powiązania. Adres to ciąg znaków, nie PESEL. Jeśli jednak ten sam adres dostaje wypłatę z konta, na którym podałeś dowód, albo płaci fakturę z imieniem, albo pojawia się w aktach po konfiskacie, ciąg znaków dostaje etykietę.

Firmy analizy łańcucha (Chainalysis, Elliptic i inne) budują grafy: klastry adresów, przepływy do znanych giełd, tagi z sankcji OFAC, ruchy powiązane z ransomware albo z bazarami. Nie muszą zgadywać, co myślisz. Liczą, dokąd poszły monety i gdzie napotkały instytucję z KYC.

W 2013, przy Silk Road, bitcoin był dla wielu ludzi „kasą bez banku”. W aktach i w późniejszych konfiskatach okazało się, że łańcuch jest dowodem, nie peleryną. Pisałem o tym przy historii Silk Road: Ulbricht mylił brak karty z niewidzialnością. Ten błąd wraca co kilka lat pod nową nazwą.

Giełda jako punkt styku

Najczęstszy most między nickiem a człowiekiem wygląda banalnie. Ktoś kupuje BTC na giełdzie z weryfikacją tożsamości, przelewa na własny portfel, potem wydaje. Albo odwrotnie: dostaje monety „z ciemnej strony”, a potem próbuje wypłacić je na konto bankowe przez regulowaną giełdę.

KYC (know your customer) i AML (anti-money laundering) nie są ozdobą regulaminu. Są powodem, dla którego służby idą z nakazem do Binance, Coinbase czy lokalnego brokera, a nie „łamą blockchain”. Łańcuch mówi skąd dokąd. Giełda mówi kto.

OFAC publikuje listy adresów powiązanych z sankcjonowanymi podmiotami. Po zamknięciu Hydry w kwietniu 2022 Treasury wskazało ponad sto adresów rynku. Firmy, które muszą być zgodne z sankcjami, blokują takie przepływy albo je raportują. To nie spekulacja z forów. To publiczna polityka sankcyjna.

Przy ransomware ten sam schemat: ofiara płaci na adres, analitycy śledzą ruch, część środków ląduje na giełdach, część zostaje zamrożona. Operacje przeciwko grupom typu LockBit pokazują, że służby interesują się infrastrukturą i kasą równolegle. Sama kryptografia transakcji nie kończy sprawy.

Co było widać przy Silk Road

Po aresztowaniu Ulbrichta w 2013 FBI i inne agencje pracowały na łańcuchu i na dowodach z laptopa. Późniejsze sprawy o pranie i o odzyskiwanie BTC z ekosystemu Silk Road wracały w komunikatach DOJ przez lata. Dokładne kwoty zależą od aktu i od kursu. Mechanizm jest stały: publiczne transakcje plus punkt, w którym ktoś musiał wyjść do systemu bankowego albo zostawił klucz na dysku.

Ross Ulbricht trzymał dziennik i portfele na maszynie, którą otworzył w bibliotece. Tor nie kasuje plików. Bitcoin nie kasuje historii. Dwa różne narzędzia, ten sam rodzaj pomyłki: warstwa prywatności w sieci nie zastępuje higieny dowodowej offline.

AlphaBay, Hansa, Hydra. Przy każdym większym zamknięciu wraca ten sam motyw. Albo służby zajmują serwery i portfele rynku, albo śledzą wypłaty sprzedawców, albo obie rzeczy naraz. Hansa pokazała przejęcie zaufania. Hydra pokazała konfiskatę BTC z infrastruktury. Silk Road nauczył rynki, że bitcoin zostawia ślad dłuższy niż pamięć forów.

Pseudonim to nie alibi

W opsecie rozróżniam poziomy, które ludzie sklejają w jedno słowo „anonimowość”.

Pierwszy: nie podaję nazwiska w formularzu. Drugi: nie łączę kont i urządzeń. Trzeci: przeciwnik z budżetem i nakazami nie potrafi zbudować grafu. Bitcoin pomaga w pierwszym, jeśli nigdy nie dotkniesz KYC i nigdy nie pomylisz warstw. Przy drugim i trzecim zwykle przegrywa z własną transparentnością.

Threat model ma znaczenie. Sąsiad z Wiresharkiem to inny problem niż IRS CI albo jednostka od cyberprzestępczości z dostępem do danych giełd. Dla dziennikarza chroniącego źródło bitcoin bywa narzędziem płatności, nie peleryną. Dla kogoś, kto myśli, że „krypto” równa się „niewidzialny przestępca”, łańcuch jest archiwum.

Nie twierdzę, że każda transakcja kończy się aresztowaniem. Twierdzę, że założenie anonimowości jest fałszywe już na starcie. Publiczna księga plus regulowane wyjścia do fiat to projekt systemu, nie wypadek.

Co z tego wynika

Jeśli używasz bitcoina legalnie, traktuj go jak rachunek z historią widoczną dla świata, nie jak gotówkę z kieszeni. Jeśli czytasz o darknecie dla zrozumienia infrastruktury, zapamiętaj jedną rzecz z akt Silk Road i z konfiskat przy Hydrze: monety da się policzyć, oznaczyć i zająć, kiedy napotkają punkt z tożsamością albo klucz w rękach służb.

Monero i inne projekty powstały między innymi dlatego, że bitcoin jest zbyt gadatliwy. To osobna rozmowa, z własnymi kompromisami i własną historią śledztw. Tu zostaję przy BTC, bo to on napędzał pierwsze wielkie bazary i to on nadal jest domyślną metaforą „anonimowej krypto” w nagłówkach.

Mit anonimowości odpadł dawno. Łańcuch został na miejscu.

Powiązane

← Archiwum